O autorze
Dziennikarz sportowy- obecnie Onet Sport/Eurosport. Pasjonat książek, mediów, biegania, motoryzacji i prawie wszystkiego, co szybkie.
Na blogu będziecie mogli przeczytać teksty głównie o polskim sporcie – felietony, wywiady, reportaże. Będą pojawiać się też wypowiedzi bardziej osobiste.
Twitter: @wislak2005
e-mail: wislak2005@o2.pl /Marcin.szymanski.media@interia.pl

Właśnie dlatego Adam Nawałka może nie udźwignąć presji bycia selekcjonerem

To już od kilku dni niemal pewne. Rozmaite portale prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowszych kandydatów na trenera reprezentacji Polski. Tymczasem Boniek wyboru już dokonał. Na 99% schedę po Fornaliku obejmie obecny szkoleniowiec Górnika Zabrze, Adam Nawałka. Aż chciałoby się zacytować Mourinho: „por qué?” No właśnie ZiBi! Por qué?

Nie chcę się pastwić nad Panem Adamem. To mądry człowiek i niezły trener w warunkach polskiej ekstraklasy. Od kandydata na selekcjonera oczekiwałbym jednak, weryfikacji warsztatu szkoleniowego poza granicami kraju. Na przykład w europejskich pucharach. Polska liga, której zespoły przegrywają z ”mocarzami” z Litwy, Azerbejdżanu, czy Cypru, nie daje nam rzeczywistej wykładni umiejętności trenerskich. Tutaj sukces może odnieść każdy: Brosz, Urban, Skorża, Probierz, Lenczyk. I szczerze przyznam – podejrzewam, ze wszyscy prezentują podobny zasób umiejętności. Świat nam uciekł bardzo poważnie. Dziś polska piłka poza nawiasem wszystkiego. Wymiarem indolencji polskich trenerów jest to, że poza granicami kraju nie znajdują uznania pracodawców. Nowak i Skorża to tylko wyjątki potwierdzające regułę. Regułę, że na polskich trenerów nikt nie zwraca uwagi.

Dlatego, co pewnie nikogo nie zdziwi, byłem zwolennikiem opcji zagranicznej. Oczekiwałem trenera z „wielkiego świata”, mentora, któremu piłkarze bezgranicznie zaufają, którego posłuchają. Wreszcie trenera, którego autorytetu nikt nie podważy. Powiem wprost: „takiego wczesnego Leo Beenhakkera”. Człowieka, który nauczyłby naszych najlepszych piłkarzy wykorzystywać ich potencjał ofensywny. A nie szkoleniowca, o którym Robert Lewandowski powie, że zrobi wszystko, aby pomóc mu w aklimatyzacji.

Tymczasem, jako dziennikarz, a przede wszystkim kibic polskiej piłki, dostaję selekcjonera, który na chwilę obecną jest słabszy od Waldemara Fornalika. Pozbawiony doświadczenia (w pracy z kadrą), a to przecież ono jest źródłem mądrości w każdej niemal dziedzinie życia.

Decyzja firmowana nazwiskiem Zbigniewa Bońka do złudzenia przypomina mi tą, którą podjęli do spółki Antoni Piechniczek z Grzegorzem Latą. To wybór do granic możliwości wygodny. Tak ze względu na aspekt finansowy, jak i pewność podporządkowania się.

Co gorsza, obawiam się, że skutek również będzie podobny. Wczorajszy tekst Dariusza Tuzimka pokazuje, że współcześnie niewielu ma odwagę skrytykować Bońka. Że gdzieś te gigantyczne sukcesy, które odniósł na boisku, kreują pomnik, który każdy boi się dotknąć. A najdrobniejsza nawet uwaga może zostać przyjęta nieprzychylnie. Pracę Polskiego Związku Piłki Nożnej możemy oceniać na wielu płaszczyznach. Pod względem finansowym i wizerunkowym poprawa jest niebagatelna. Jednak w Polsce federacja oceniana jest przede wszystkim na podstawie sukcesu reprezentacji. Nie bez powodu Michał Listkiewicz, za kadencji, którego graliśmy dwukrotnie na mistrzostwach świata i raz na mistrzostwach Europy, podawał ten argument jako główny, podsumowujący ocenę swoich rządów.

Jeżeli Adam Nawałka nie osiągnie wymiernego sukcesu z reprezentacją Polski, to odpowiedzialny będzie za to przede wszystkim Zbigniew Boniek.
„Zibi” jako piłkarz, dał Polsce i światu bardzo wiele. Obawiam się jednak, że tą decyzją, pokaże, że prezesem będzie podobnym, jakim był selekcjonerem. Wybaczcie, szczerość boli najbardziej – gównianym.

Przed Adamem Nawałką zadanie arcytrudne. Jako kibic i dziennikarz, z całego serca, szczerzę – życzę mu powodzenia. Oby zaklął rzeczywistość i dokonał – z obecnej perspektywy – rzeczy chyba niemożliwej.

Zadanie numer 1 – przywrócenie, nadszarpniętego do granic możliwości zaufania kibiców.
2. Uporządkowanie relacji z mediami. Nie może być tak, że każdy kolejny selekcjoner wpada w mniejsze lub większe konflikty.
3. Poprawienie marketingu.
4. Sprawienie, że polska reprezentacja będzie produktem, z którym kibic będzie chciał się utożsamiać. Że kadra znów zacznie wzbudzać emocje.
5.Wykrystalizowanie jedenastki najlepszych zawodników. Niepopełnienie błędów Waldemara Fornalika, który zupełnie innym składem eliminacje rozpoczynał, a zupełnie innym kończył.
6. Zaspokojenie ogromnych, ale niczym nieuzasadnionych ambicji Polaków.
7. Nauczenie reprezentacji ataku pozycyjnego.
8. Wypracowanie więzi współpracy z piłkarzami i trenerami ligowymi.
9. Poskromienie indywidualnych zapędów gwiazd.
Wreszcie najważniejsze. 10. Awans na mistrzostwa Europy we Francji i uniknięcie kompromitacji (absolutne minimum - trzy remisy na turnieju).

A może Zibi tylko gra z nami wszystkimi w jakąś grę? I wybór będzie zupełnie inny? Zawsze jest ten 1% szans.
Trwa ładowanie komentarzy...