O autorze
Dziennikarz sportowy- obecnie Onet Sport/Eurosport. Pasjonat książek, mediów, biegania, motoryzacji i prawie wszystkiego, co szybkie.
Na blogu będziecie mogli przeczytać teksty głównie o polskim sporcie – felietony, wywiady, reportaże. Będą pojawiać się też wypowiedzi bardziej osobiste.
Twitter: @wislak2005
e-mail: wislak2005@o2.pl /Marcin.szymanski.media@interia.pl

Dlaczego odszedł Leo Beenhakker, czyli czy reprezentacja Polski potrzebuje zagranicznego selekcjonera?

W najnowszym notowaniu rankingu FIFA kadra zajęła 75. – najgorsze w historii miejsce. Złośliwi twierdzą, że niebawem zaczną nas wyprzedać bezludne wyspy. Ba! Jak jakieś państwo ogłosi autonomię, to Polska znów spadnie o jedną pozycję. Nasza reprezentacja w tym światowym zestawieniu jest trochę jak oprocentowanie kont oszczędnościowych w bankach – ciągle spada.


Inni podkreślają jednak, że tego typu wyliczenie nie pokazuje realnej siły drużyn piłkarskich. Że jest nieco, jak oceny w szkole – mierzy poszczególną, cząstkową pracę, ale nie obnaża czyjegoś potencjału. Jakby jednak nie patrzeć, to wynik pracy trzech ostatnich trenerów: Majewskiego, Smudy i Fornalika. Wszyscy mniej lub bardziej dosadnie podkreślali, że „nas rankingi nie interesują”. Skutek jest taki, że czwarty koszyk wisi w powietrzu i paradoksalnie, nawet o awans do mistrzostw Europy we Francji może być bardzo ciężko. A pomyśleć, że za Leo Beenhakkera byliśmy na 16. miejscu...

Kibice, z sentymentem wspominają te chwile, mówiąc o „wczesnym i późnym okresie panowania Holendra”. Tymczasem Leo był cały czas taki sam. Zmieniły się jedynie okoliczności, w których przyszło mu pracować. „Jasna strona księżyca” – o której tak często wspominał stawała się coraz ciemniejsza. Powiedzmy to sobie wprost – wielu osobom w Polskim Związku Piłki Nożnej, był nie na rękę. Najlepiej ujęła to legenda polskiej i greckiej piłki, Jacek Gmoch:

„Wiecie, dlaczego Beenhakker jest tak niewygodny dla wielu w polskiej piłce? Bo rozbił układ, który ostatnio królował. Ciągle ten sam krąg nazwisk i ciągłe narzekanie, że nie ma innych piłkarzy. A tu przyszedł Holender i pokazał nam, że można ich znaleźć. Leo zarabia 600 tysięcy euro rocznie i to boli polskich trenerów. Mam nadzieję, że nastawienie do Beenhakkera będzie się zmieniać. Wspólnie ze swoim sztabem buduje koniunkturę dla naszego futbolu, która musi cieszyć wszystkich. Poza frusttratami i nieudacznikami – tych nadal nie brakuje w polskiej piłce i wokół niej.”


W tej krótkiej wypowiedzi Pan Jacek zawarł kwintesencję tamtego związku i paradoks wybitnego trenera w środowisku, pełnym zawiści, układów i korupcji. W środowisku, w którym człowiek z zewnątrz nie miał racji bytu. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych. Te zostawiam Prawu i Sprawiedliwości. Jednak po Euro 2008 rozpoczęła się gra na skończenie Leo Beenhakkera. Unikatowy film dokumentalny, „Trzecia część meczu” ukazał hipokryzję, zakłamanie i przewody mentalne ówczesnych działaczy związkowych. Beenhakker z ekranu powiedział: – Współczesna piłka nożna uciekła wam. Nie prowadzicie odpowiednich zajęć z dziećmi, nie szkolicie trenerów, którzy zajęliby się młodzieżą.

Szczególnie zapadł mi w pamięć jeden fragment tego dokumentu.

Kamera w polskiej szatni po meczu ze Słowenią w Mariborze. W środku pomieszczenia stoi Beenhakker. Wśród piłkarzy krążą Lato, chwiejący się Olkowicz i Kręcina. Beenhakker spogląda na to z niesmakiem. Na koniec Lato wyciąga do niego dłoń, ale nie patrzy w oczy. Leo podaje prawicę prezesowi PZPN, który kilka minut wcześniej zwolnił go przed kamerą, w wywiadzie z Jackiem Kurowskim. Wtedy widzieli się po raz ostatni. Po latach, w wywiadzie z Jolantą Pieńkowską, Beenhakker nie krył zażenowania tą sytuacją. Mało tego, sprawiał wrażenie, jakby mówił o zajściu, które miało miejsce dzień wcześniej. Z kolei „Endless Summer”, jak nazywali go kibice, przyznał w programie Patryka Mirosławskiego, że nie żałuje tego, co zrobił. Ba! Poszedł o krok dalej, mówiąc, że nie powinien był wypłacić szkoleniowcowi reszty jego pensji.
To przejaw niechęci do Holendra, która w tym momencie osiągnęła apogeum.
Zresztą kibice też dołożyli swoje pięć groszy, najpierw wynosząc go na piedestał, a później bezlitośnie sprowadzając na ziemię. To typowo polska cecha, gnojenie ludzi, w chwili, gdy odnoszą sukces. A przecież Beenhakker był przygotowany do radzenia sobie z presją, jak malo, kto, wszak był trenerem wielkiego Realu Madryt. W Polsce zderzył się z czymś znacznie bardziej problematycznym – z kompleksami, niechęcią, brakiem stabilizacji emocjonalnej, z typową zawiścią.

Zwyczajnie miał dość polskiego piekiełka, piłkarskiego i mentalnego zacofania. Nie twierdzę, że nie popełniał błędów. Wręcz przeciwnie. Nie ustrzegł się ich – zaniedbywał selekcję, otaczał piłkarzami, którzy pili alkohol na potęgę i sprowadzili go na samo dno.
Końcówka kadencji „Don Leo” to niestety piłkarski obraz nędzy i rozpaczy.
Tak się kończy opowieść o niezłym rzemieślniku z Holandii w polskiej piłce.

Od tamtych zdarzeń minęło sporo czasu, zmieniła się ekipa rządząca. Nie ma już Laty, Kręciny, Olkowicza. Odżyły finanse PZPN. Wizerunek związku i część jego struktur uległo zmianie. Jest lepiej. Trzeba to otwarcie powiedzieć. Beenhakker to już historia. Może warto jednak sięgnąć po zagranicznego szkoleniowca?

Powiem więcej. Jestem pewien, że dobry trener z Zachodu byłby antidotum na chorobę polskiej reprezentacji. Nie tylko wprowadziłby pewien ład i porządek organizacyjny, ale dawał gwarancję należytej współpracy z kibicami, mediami, sponsorami. Poprawiłby relacje publiczne, przyciągnął kibiców na trybuny, wreszcie sprawił, że produkt pt. „polska kadra” znowu zacząłby coś znaczyć. Mamy najlepszych piłkarzy od lat, brakuje jednak drużyny. Nie umiemy grać ataku pozycyjnego.

Przydałby się ktoś, kto wprowadziłby do polskiego futbolu nieco normalności, której tak przez lata brakowało.

Szkoda tylko, że naród nie wyciąga wniosków. Teraz wszyscy kpią z Waldemara Fornalika, a jeszcze kilka miesięcy temu, po remisie z Anglią, nosili go na rękach. Mało tego, zdało się słyszeć głosy kibiców, że to najlepsza kadra od czasów Kazimierza Górskiego. Pewnie następca obecnego trenera znów doświadczy tej amplitudy nastrojów i reakcji.

Taka już nasza polska mentalność...
Trwa ładowanie komentarzy...