O autorze
Dziennikarz sportowy- obecnie Onet Sport/Eurosport. Pasjonat książek, mediów, biegania, motoryzacji i prawie wszystkiego, co szybkie.
Na blogu będziecie mogli przeczytać teksty głównie o polskim sporcie – felietony, wywiady, reportaże. Będą pojawiać się też wypowiedzi bardziej osobiste.
Twitter: @wislak2005
e-mail: wislak2005@o2.pl /Marcin.szymanski.media@interia.pl

„Żuraw” – legenda bez względu na wybory

Różne są koleje losów byłych piłkarzy. Część z nich próbuje sił w zawodzie trenera, część idzie w menadżerkę. Jeszcze inni otwierają własne biznesy. Niektórzy dorabiają także jako piłkarscy eksperci. Wśród tych tysięcy wyborów, myśli, wśród tej plątaniny sugestii, rodzą się czasami pomysły niezwykłe. Takim przykładem będzie chociażby Harald Brattbakk, były piłkarz m.in. Celticu Glasgow i Rosenborga, który po zakończeniu swej piłkarskiej kariery przekwalifikował się i pracuje jako... pilot samolotu jednej z wielkich linii lotniczych. Są także tacy, próbują swych sił w polityce. Kiedyś Majdan, Lato, obecnie m.in.: Kucharski, czy Tomaszewski. Ostatnio decyzję o kandydowaniu do Europarlamentu podjął legendarny polski ligowiec i wybitny reprezentant Polski, Maciek Żurawski.

Sylwetka
Od strony warsztatu umiejętności, „Żuraw” miał wszystko, co powinien mieć napastnik światowej klasy. Imponował precyzją i siłą strzału, ale nie był boiskowym egoistą. Potrafił świetnie podawać, odnajdywał się w kombinacyjnej grze. Łączył też kluczowe cechy dla współczesnego piłkarza – szybkość, wytrzymałość i siłę. Pod każdą postacią. Dzięki temu był postrachem rywali. Miał znakomicie ułożoną stopę, przez co zdobywał bramki niezwykłej urody. Z rozmaitych pozycji: to z woleja, jak chociażby w meczu z Dinamo Tbilisi, to bezpośrednio z rzutu rożnego w spotkaniu z Irlandia, czy z rzutu karnego w samo okienko (eliminacje Ligi Mistrzów ze Spartakiem). Czy chociażby niezwykłej urody gol z Anglią, po prostopadłym podaniu Kamila Kosowskiego. Jakże teraz brakuje takich bramek... Sam „Żuraw” wielokrotnie przyznawał, że nie czuł się dobrze jako wysunięty napastnik (typowa „9”). Że miał takie inklinacje, aby schodzić nieco do tyłu, rozgrywać piłkę. To doskonale rozumiał Leo Beenhakker, który przydzielił Maćkowi nieco inną rolę w reprezentacji Polski. Zresztą w ubiegłej dekadzie tego typu napastnicy byli bardziej doceniani. Przy dwójce atakujących jeden był z przodu, a drugi poruszał się po całej przestrzeni z tyłu - dryblował, schodził do boków. „Żuraw, Żuraw władca muraw”– krzyczeli dla Żurawskiego fani Wisły Kraków po kolejnych trafieniach snajpera dla „Białej Gwiazdy”. Do dzisiaj na Reymonta wspominają jego gole strzelane w Pucharze UEFA: Parmie, Schalke czy Lazio. W swoim dorobku ma aż dziewięć mistrzowskich tytułów wywalczonych w trzech ligach. Takim osiągnięciem nie może pochwalić się żaden inny polski piłkarz. Był bohaterem eliminacji do mistrzostw świata w Niemczech (król strzelców grupy) i już w nieco innej roli eliminacji do Euro 2008. Wystąpił na trzech turniejach. Grał w Lidze Mistrzów, w której strzelił jedną bramkę...

„Żuraw” a „Lewy”

Można zagłębiać się w konkretne mecze, ale – w mojej opinii– to był w najlepszy napastnik do gry systemem 4-4-2 w ostatnich kilkunastu, może nawet dwudziestu latach. Wręcz idealny do klasycznej formacji bez typowej „10”, biorącej na siebie rozegranie. To właśnie „Żuraw” potrafił wziąć piłkę, nie chował się, a szukał gry. Robert Lewandowski jest trochę innym typem piłkarza. Przyspawanym do swojej pozycji, silnym, twardo stojącym na nogach, potrafiącym się zastawić i ruszyć dynamicznie na bramkę. Musi mieć wokół siebie taki „elektron”, zawodnika, który cały czas jest przy nim. Do którego mógłby na przykład odegrać piłkę i wyjść dynamicznie...na prostopadłe podanie. Widać to chociażby po tym, jak współpracuje z Reus’em, w Borussii.
Właśnie, dlatego idyllicznym dla reprezentacji Polski rozwiązaniem byłaby gra dwoma napastnikami. To także odezwa do trenera Nawałki. Może warto rozważyć wariant z podwieszonym Milikiem, Robakiem, Teodorczykiem, czy Brożkiem?

Spełniony, czy niespełniony?
Często w kontekście „Magica” – jak nazywali go szkoccy kibice – pojawiało się pytanie, czy w pełni zrealizował swój niewątpliwy talent. Ostatnio znajomy, związany z futbolem, odparł bez ogródek: „Żuraw” schrzanił swoją karierę spacerując po Plantach”. Oczywiście to jedynie figura retoryczna. Czy rzeczywiście tak było? Bez wątpienia miał predyspozycje, by zajść równie daleko, co Lewandowski. Żal mi jednak ludzi, którzy swoją miarą priorytetów mierzą ludzkie życie. Takich, którzy najchętniej decydowaliby i wybierali za innych. Wisłę Bogusława Cupiała, okresu trenerskiego Henryka Kasperczaka, tworzyli przede wszystkim przyjaciela z boiska, którzy grali dobrze i zarabiali sporo. Wystarczało to, by zdominować polską ligę na dekadę i dobrze się bawić, bądź, co bądź w najładniejszym europejskim mieście. „Biała Gwiazda” dzięki Żurawskiemu i Kosowskiemu porywała swą grą tłumy kibiców w Polsce. Tutaj też warto pamiętać o tym, że każdy ma w życiu inne priorytety. I nie dla wszystkich szaleńcza pogoń za sukcesami jest kwintesencją piękna w życiu. „Żuraw”, „Kosa” i inni – to byli nasi chłopcy. Piłkarze, których można było spotkać w pubie, galeriach. Przybić piątkę, porozmawiać ... o wszystkim. Spotykam teraz ludzi, którzy mówią, że brakuje im tych czasów w reprezentacji Polski. Zawodników, chociażby takich, jak Jacek Krzynówek, którzy na boisku zostawiali serce. Może czasem brakowało jakości, ale sabotażem byłoby stwierdzenie, że brakowało zaangażowania. Wyniki były różne, ale walka towarzyszyła im zawsze.

Szkoci trzymają kciuki
Rozmawiałem z kibicami Celticu i szczerze trzymają za Żurawskiego kciuki. ‘Yes, we had heard that..Very best of luck to him..hope you are well’ – odparł znajomy kibic ‘The Bhoys’. Tam, podobnie jak w Krakowie, „Magic” jest bardzo popularny. I to nie szkocka kurtuazja, czy wyszukana dyplomacja. Zaważyły głównie bramki strzelone Rangers’om. Tego, kibic „The Bhoys” nie zapomina nigdy! Już nie tak jednoznacznie oceniają Artura Boruca, który miał wprawdzie swoje piękne chwile, ale zaliczał też spektakularne wpadki. Dobre dwa sezony, a później problemy poza futbolem. Przybrał na wadze i zatracił gdzieś swój bramkarski instynkt.

A poza boiskiem...
Piesek Chichuachua, butik, komedie romantyczne, spacery z Olą Kwaśniewską i puchar wożony w samochodzie. Albo Finlandia ze Sprite’m, wypita z Kosą przed meczem Schalke. To ostatnie – najlepsze! Kiedyś, w rozmowie z INTERIA.pl, Kamil wyznał, że musieli się odstresować. „Dobrze zrobiło nam na sen” – wyznał. I trudno się nie zgodzić. „Biała Gwiazda”, w składzie z Żurawskim i Kosowskim, w przepięknym stylu wyeliminowała wówczas niemiecki klub.

Polityka, czyli „Magic”, why?
I na końcu tej barwnej kariery, której zwieńczeniem było powierzenie przez klub funkcji ambasadora, zrodził się pomysł...kandydowania do Europarlamentu. Pomysł, który niezręcznie komentować. Ktoś go w to wkręcił. Jego życie, jego decyzja. Szanuję wybory wybitnego polskiego piłkarza. Chciałbym tylko, żeby „Żuraw” pamiętał, że polityka i sport to pojęcia, które nie powinny się łączyć. Że polityka, to świat doszczętnie zdeprawowany, gdzie za pięknymi PR-owskimi słowami, kryją się niejednokrotnie mniejsze lub większe okrucieństwa. To brudne realia, pełne manipulacji i stosowania półśrodków. Polityka to rzeczywistość, która sprawiła, że polski mistrz olimpijski, Zbigniew Bródka, musiał trenować przed igrzyskami poza granicami kraju. Polityka, to także zamykanie stadionów – to prawo, które niejednokrotnie, w końcowym rozrachunku robi więcej złego, niż dobrego. To polityka skłóca zewnętrznie naród i sprawia, że nawet w czasie wielkich sportowych świąt, nie można liczyć na normalność.

Ewentualne wybory, czy decyzje „Żurawia” nie przekreślą jednak jego dorobku jako piłkarza. Osiągnął bardzo wiele. I bez względu na dalszą sekwencję zdarzeń, pozostanie legendą.

Legendą, bez względu na wybory...

Trwa ładowanie komentarzy...